skądinąd nie pamiętam już minionych lat
jak obiadu sprzed tygodnia
nie pamiętam ust czerwonych jak dziś
i znudzonych spojrzeń dwojga cyników
którzy podnieśli rękawiczkę
zasp śniegu i otwieranych drzwi
płaczu ze śmiechu i smętnego autobusu
pierwszych sonetów
innych kobiet
bolesnych wieczorów